      |
To nie jest film o Hiszpanii, a bohaterem
nie jest więzień
Tytułowy "Hiszpański więzień" to określenie starej metody oszustwa,
polegającej na wykorzystaniu próżności i zachłanności ofiary. Idealnym celem dla
zawodowych naciągaczy jest młody, sfrustrowany, przepracowany yuppie, któremu wydaje
się, że wykorzystują go szefowie. Ktoś taki, jak Joe Ross - twórca nowego wynalazku,
zwanego enigmatycznie Procesem.
Pracodawcy Joego zwołują sekretne spotkanie na Karaibach. Wstępne kalkulacje wskazują
na to, że Proces przyniesie firmie niebotyczny zysk. Bossowie są zachwyceni pomysłem
młodego wynalazcy, jednak sen z powiek spędza im obawa o szpiegostwo przemysłowe.
Publiczna demonstracja Procesu ma nastąpić na walnym zebraniu akcjonariuszy - do tego
czasu rzecz musi być utrzymana w najściślejszej tajemnicy.
Wszystko zapowiada się świetnie, jednak Joe daleki jest od świętowania. Nie dość,
że jego bezpośredni przełożony nie zamierza nagrodzić go za wynalazek, to jeszcze
posądza młodego wynalazcę o chęć sprzedania pomysłu konkurencji. Rozżalony twórca
Procesu znajduje wdzięcznego słuchacza w osobie Jimmy'ego Della - enigmatycznego
milionera, którego poznał na Karaibach. Jimmy jest bardzo hojny: umawia się z Joem na
tenisa, zakłada mu konto w Szwajcarii, oferuje członkostwo w ekskluzywnym klubie... a
przede wszystkim usiłuje umówić go ze swoją urodziwą siostrą Emmą. Młody yuppie
dość szybko spada z obłoków na ziemię, kiedy przypadkowo odkrywa, że został
nabrany: Emma nie istnieje, a Dell to profesjonalny oszust, pragnący poznać tajemnicę
Procesu. Uwikłany w matnię Joe zawiadamia FBI, jednak dopiero w tym momencie mechanizm
"Hiszpańskiego więźnia" na dobre zostaje wprawiony w ruch...
Autorem tej powikłanej opowieści jest David Mamet, twórca znakomitego "Domu
gry" (przypomnianego w sierpniu przez TVP). Podobnie jak w "Domu...", we
"Więźniu" również mamy do czynienia z wielopłaszczyznową mozaiką
kłamstwa i manipulacji. "Ludzie nie są tacy, jacy się wydają" - mówi jedna
z postaci (dokładnie to samo słyszeliśmy w "Dzikich żądzach" - identycznie
też jak tam czeka nas przed finałem mnóstwo niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów
akcji). Jimmy Dell igra z bezbronnym Joem, ostrzegając go przewrotnie: "Nie ufaj
nikomu. Kiedy robisz z kimś interes, traktuj wszystkich tak, jakby mieli zamiar cię
wykiwać". W postać bezwzględnego naciągacza wcielił się Steve Martin, znany
dotychczas z komediowych ról. To chyba nowa tendencja: komicy w poważnych rolach (już
za miesiąc zobaczymy Jima Carreya w "The Truman Show", ale nie uprzedzajmy
faktów).
"Hiszpański więzień" to znakomity film; można nawet zaryzykować
stwierdzenie, że dorównuje "Domowi gry". Nie można mu nic zarzucić - no,
poza jednym: na ekranie nie pojawia się nasz ulubieniec Joe Mantegna, który do tej pory
występował niemal we wszystkich filmach Davida Mameta.
klc Tytuł oryginalny: "Spanish Prisoner"; USA 1997;
112 min; reżyseria: David Mamet; obsada: Campbell Scott, Rebecca Pidgeon, Steve Martin,
Ricky Jay, Ben Gazzara |
      |