Powrót do repertuaru

film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)

 

To nie jest film o Hiszpanii, a bohaterem nie jest więzień

Tytułowy "Hiszpański więzień" to określenie starej metody oszustwa, polegającej na wykorzystaniu próżności i zachłanności ofiary. Idealnym celem dla zawodowych naciągaczy jest młody, sfrustrowany, przepracowany yuppie, któremu wydaje się, że wykorzystują go szefowie. Ktoś taki, jak Joe Ross - twórca nowego wynalazku, zwanego enigmatycznie Procesem.

Pracodawcy Joego zwołują sekretne spotkanie na Karaibach. Wstępne kalkulacje wskazują na to, że Proces przyniesie firmie niebotyczny zysk. Bossowie są zachwyceni pomysłem młodego wynalazcy, jednak sen z powiek spędza im obawa o szpiegostwo przemysłowe. Publiczna demonstracja Procesu ma nastąpić na walnym zebraniu akcjonariuszy - do tego czasu rzecz musi być utrzymana w najściślejszej tajemnicy.

Wszystko zapowiada się świetnie, jednak Joe daleki jest od świętowania. Nie dość, że jego bezpośredni przełożony nie zamierza nagrodzić go za wynalazek, to jeszcze posądza młodego wynalazcę o chęć sprzedania pomysłu konkurencji. Rozżalony twórca Procesu znajduje wdzięcznego słuchacza w osobie Jimmy'ego Della - enigmatycznego milionera, którego poznał na Karaibach. Jimmy jest bardzo hojny: umawia się z Joem na tenisa, zakłada mu konto w Szwajcarii, oferuje członkostwo w ekskluzywnym klubie... a przede wszystkim usiłuje umówić go ze swoją urodziwą siostrą Emmą. Młody yuppie dość szybko spada z obłoków na ziemię, kiedy przypadkowo odkrywa, że został nabrany: Emma nie istnieje, a Dell to profesjonalny oszust, pragnący poznać tajemnicę Procesu. Uwikłany w matnię Joe zawiadamia FBI, jednak dopiero w tym momencie mechanizm "Hiszpańskiego więźnia" na dobre zostaje wprawiony w ruch...

Autorem tej powikłanej opowieści jest David Mamet, twórca znakomitego "Domu gry" (przypomnianego w sierpniu przez TVP). Podobnie jak w "Domu...", we "Więźniu" również mamy do czynienia z wielopłaszczyznową mozaiką kłamstwa i manipulacji. "Ludzie nie są tacy, jacy się wydają" - mówi jedna z postaci (dokładnie to samo słyszeliśmy w "Dzikich żądzach" - identycznie też jak tam czeka nas przed finałem mnóstwo niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji). Jimmy Dell igra z bezbronnym Joem, ostrzegając go przewrotnie: "Nie ufaj nikomu. Kiedy robisz z kimś interes, traktuj wszystkich tak, jakby mieli zamiar cię wykiwać". W postać bezwzględnego naciągacza wcielił się Steve Martin, znany dotychczas z komediowych ról. To chyba nowa tendencja: komicy w poważnych rolach (już za miesiąc zobaczymy Jima Carreya w "The Truman Show", ale nie uprzedzajmy faktów).

"Hiszpański więzień" to znakomity film; można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dorównuje "Domowi gry". Nie można mu nic zarzucić - no, poza jednym: na ekranie nie pojawia się nasz ulubieniec Joe Mantegna, który do tej pory występował niemal we wszystkich filmach Davida Mameta.

klc Tytuł oryginalny: "Spanish Prisoner"; USA 1997; 112 min; reżyseria: David Mamet; obsada: Campbell Scott, Rebecca Pidgeon, Steve Martin, Ricky Jay, Ben Gazzara

film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)

navi-up.GIF (86 bytes)