Powrót do repertuaru

film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)film-lt.gif (1104 bytes)

 

Wejście Godzilli

To coś więcej niż kino. To jest kult. Łza się kręci w oku na wspomnienie czasów, kiedy miało się półtora metra wzrostu i z dziwnym błyskiem w oczach gnało się na dwudziesty z kolei film z potworami grzmocącymi się po łuskowatych grzebieniach. Żaden mecz Andrzeja Gołoty nie byłby w stanie obudzić w narodzie nawet cienia tych emocji, jakie towarzyszyły efektownym sparringom kolczasto-rogatych monstrów.

I wśród nich Ona. Najpiękniejsza, najwspanialsza. Miss potworów, nierozerwalnie związana z kulturą i sztuką Japonii niczym wiersze haiku, walkmany Sony i samurajski kodeks Bushido (o mandze wtedy jeszcze na świecie nie słyszano). Obiekt westchnień jednoczący miliony ludzi na całym świecie. Godzilla.

Tu byłam: Godzilla.

Roland Emmerich nie jest wcale pierwszym reżyserem, który postanowił zamerykanizować Godzillę. W 1956 roku na ekrany kin w USA weszła zmieniona wersja pierwszego filmu Inoshiro Hondy z dokręconymi scenami z udziałem Raymonda Burra ("Perry Mason") jako dziennikarza. Trzeci film o przygodach słynnego jaszczura, "King Kong przeciwko Godzilli", był już amerykańsko-japońską koprodukcją. W odczuciu widzów Godzilla pozostaje jednak niezmiennie mieszkańcem Kraju Kwitnącej Wiśni.


Trudno w to uwierzyć, ale nasza ulubienica ma już 44 lata! W 1954 roku japoński reżyser Inoshiro Honda i ekspert od efektów specjalnych Eiji Tsubaraya połączyli swe siły pod szyldem wytwórni Toho. Ich wspólnym dziełem stał się film pod oryginalnym tytułem "Gojira" (to dopiero Amerykanie przechrzcili bohaterkę na Godzillę). Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania. Mimo iż królowa potworów w swoim ekranowym debiucie była wrogiem gatunku ludzkiego, zyskała sobie rzesze dozgonnych wielbicieli. Miarą jej popularności niech będzie fakt, iż (nie licząc obecnej wersji) nakręcono łącznie 22 (słownie: dwadzieścia dwa) obrazy z jej udziałem. Godzilla - troskliwa mamusia To więcej niż ma na swoim koncie James Bond! Przypomnijmy tylko niektóre tytuły: "Godzilla kontra Gigan", "Godzilla kontra Hedora", "Terror Mechagodzilli", "Ebirah - potwór z głębin"... Z czasem nasza łuskowata księżniczka złagodniała i zamiast wdeptywać w ziemię wieżowce Tokio, zaczęła bronić ludzi przed okropnymi stworami z kosmosu (i nie tylko). Kolce na grzbiecie stępiły się, pysio spotulniał, z oczek popatrzyło jakoś tak tkliwie... Wystarczyło tylko pójść do kina, by zakochać się na zabój, do grobowej deski. Mimo iż na przełomie lat 80. i 90. Godzilla ponownie opowiedziała się przeciwko ludzkości, nadal ją kochamy, ale to już nie to samo.

Dlaczego Godzilla nazywa się Godzilla?

Godzillolodzy twierdzą, iż imię potwora pochodzi ze skrzyżowania dwóch słów: japońskiego "kujira" (wieloryb) i angielskiego "godzilla" (goryl). Inna wersja głosi, iż imię słynnego jaszczura było pierwotnie przydomkiem jednego z pracowników wytwórni Toho, odznaczającego się imponującą posturą.




Godzilla Goes To Hollywood

To nie to samo - tak można również podsumować najnowszą próbę reanimowania legendy kina w wykonaniu Rolanda Emmericha i Deana Devlina. Twórcy "Dnia Niepodległości", pozwoliwszy kosmitom zrównać z ziemią całą Amerykę, długo zastanawiali się, co tu jeszcze wymyślić, żeby utrzymać palmę pierwszeństwa w dziedzinie masowej destrukcji. Sytuacja trudna, bo konkurencja nie śpi i ciągle wypuszcza na ekrany różne "Armageddony", "Hard Rainy" (kiedy polska premiera?) i "Dnie zagłady", nie mówiąc już o "Titanicu", który stał się kamieniem milowym w historii filmów katastroficznych.

Demolka na Manhattanie Ile już nieszczęść spadło w ostatnich latach na Stany Zjednoczone? Wulkan w centrum Los Angeles, katastrofa nuklearna niszcząca cały kraj, ogromna powódź, niszczycielskie asteroidy, nie mówiąc o inwazji z kosmosu. A czy widział kto jaszczura w Nowym Jorku? Hmm, z wyjątkiem T. Rexa szalejącego po ulicach San Diego, gady siedziały dotąd raczej cicho. Ogłaszamy więc konkurs audiotele: jak nazywa się największy, najniebezpieczniejszy i najpotworniejszy potwór na świecie? A) Darth Vader; B) Saddam Hussein; C) Godzilla...

Godzil czy Godzilla?

Jakiej płci jest Godzilla? Zawsze nam się wydawało, że to urocza samiczka (tak również tłumaczono dialogi w polskich kinach - ta Godzilla). Tymczasem na Zachodzie od samego początku określano jaszczura jako KRÓLA potworów. U Emmericha również mówią - ten Godzilla. Nie zgadzamy się. Te długie rzęsy, ta sylwetka, ta gracja ruchów... Nasza pieszczoszka miałaby być facetem? Brr! A poza tym... Co to za samiec, który składa jaja?




Ryk Godzilli w każdej chwilli

Zaczyna się zgodnie z klimatem: japoński statek, skośnoocy marynarze wcinają ryż i oglądają zawody sumo. Wiadomo, o co chodzi. Nagle radar zaczyna wariować: coś wielkiego płynie pod wodą! Zanim zdążycie powiedzieć: "placek ze śliwkami" (to greps z "Pulp Fiction"), ogromna łapa robi w kadłubie dziurę wielkości stodoły. Cięcie - i ku ogólnemu jękowi zawodu na ekranie pojawia się chłopięca buźka Matthew Brodericka, śpiewającego "Deszczową piosenkę". W dodatku w Czernobylu.

Czyżby scenarzyści eksperymentowali ze środkami odurzającymi - zastanawiamy się. Matthew broderick w Czernobylu: ojczyzna wzywa! Nic to, jedziemy dalej. Broderick (przez cały film chodzi w jakimś koszmarnym bereciku) gra doktora Niko Tatopoulosa, młodego specjalistę od radioaktywnych mutacji w organizmach zwierząt. Nic dziwnego, że Czernobyl wydaje się wymarzonym rejonem badań. Najwyraźniej jednak Tatopoulos to jedyny naukowiec na świecie, zajmujący się wpływem promieniowania na strukturę DNA, bo ze środka byłego Związku Radzieckiego zostaje błyskawicznie przeniesiony w rejony mórz południowych, na miejsce katastrofy japońskiego statku. Tam poznaje lekko stukniętego agenta ubezpieczeniowego Philippe'a Roache'a (Jean Reno), który stara się dociec przyczyn tragedii. Diagnoza jest prosta: wielkie coś wydostało się z wody i zostawiając wielkie ślady, podąża wielkimi krokami ku wybrzeżom Stanów Zjednoczonych. Jedyny rozbitek mamrocze bez przerwy słowo: "Gojira"...

No dobra, panowie. Wy wiecie i my wiemy, kim jest owa tajemnicza istota. Test na wytrzymałość nowojorskiej taksówki Po co więc przedłużać grę wstępną? Zanim Godzilla wreszcie wkroczy na ulice Manhattanu, musimy odsiedzieć swoje w kinie, zachodząc w głowę, kiedy wreszcie zobaczymy w akcji naszą zębatą pieszczoszkę. I kiedy wreszcie nadchodzi ta wiekopomna chwila, szczęki nam opadają... ale bynajmniej nie z zachwytu. Japoński pierwowzór w porównaniu z hollywoodzką mutacją wygląda jak Bruce Lee przy Schwarzeneggerze. Mniejszy, ale zwinny i sprytny, a do tego pod każdym względem kładzie umięśnionego kolosa na łopatki. Szkoda tylko, że rzadko mamy okazję się o tym przekonać, albowiem przez większość filmu widzimy jedynie łapy, ogon i świecące ślepia Godzilli.

Godzilla kontra USA

Historia wywołanych przez nuklearne eksperymenty narodzin potwora to aluzja skierowana wyraźnie w stronę Stanów Zjednoczonych. Samolot "Enola Gay" w 1945 roku zrzucił na Japonię bomby atomowe, z kolei po zakończeniu II wojny światowej Amerykanie prowadzili niszczycielskie testy jądrowe na atolu Bikini. Co ciekawe, w przemontowanej wersji "Godzilli", pokazywanej w USA, antyamerykańskie wątki zostały mocno wyciszone. W najnowszym filmie winę za atomowy galimatias realizatorzy zwalają na... Francuzów.


Szczerze mówiąc, nie bardzo jesteśmy w stanie pojąć fascynacji Rolanda Emmericha projektami graficznymi Patricka Tatopoulosa, którego nazwiskiem w ramach wdzięczności obdarzył reżyser postać kreowaną przez Brodericka. Kosmici z "Dnia Niepodległości" dziwnie przypominali Obcego z filmu Ridleya Scotta. Z kolei Godzilla w najnowszym wydaniu to po prostu przerośnięty T. Rex, który na domiar złego również przypomina Aliena.


Jurassic Godzilla

Umówmy się co do jednego - ten film powinien nosić tytuł "Jurassic Park 3". Realizatorzy, zdaje się, chcieli zachować nastrój japońskich opowieści o potworach, lecz tak naprawdę pozostali pod ogromnym wpływem "Parku". Dinozaur kroczący ulicami miasta, nieudane próby powstrzymania go, samochody i budynki rozbijane potężnymi łapami - wszystko widzieliśmy w "Zaginionym świecie". Nie mówiąc już o tym, że i u Spielberga, i u Emmericha na ekranie zamiast aktora w gumowym kostiumie pojawia się komputerowo animowany stwór.

Witamy w Madison Square Garden! Wszystko to jednak betka w porównaniu z konceptem scenarzystów, który dosłownie wbił nas w fotele. Otóż okazuje się, że Godzilla (uwaga!) rozmnaża się bezpłciowo (!) i w związku z tym składa dwieście jaj (!!) w Madison Square Garden (!!! - Jak ona tam wchodzi? Wciąga brzuch, czy co?). Z tychże jaj wylęga się dwieście małych, drapieżnych i żarłocznych raptorów - traf chce, że dokładnie w tym samym momencie, gdy olbrzymią salę koncertową nawiedzają główni bohaterowie. Łatwo się domyślić, co następuje dalej - pogonie korytarzami, szybami windowymi, schodami - panie Spielberg, pan widzisz i nie grzmisz!!!


Godzilla żyje!

Dlaczego Amerykanom nie udało się powtórzyć sukcesu Japończyków? Odpowiedź jest prosta: podrabiać też trzeba umieć! Producentom z wytwórni Toho udał się nie lada wyczyn: obdarzyli martwą kukłę potwora prawdziwą osobowością. Podobnej sztuki dokonał jeszcze tylko Spielberg (znowu on!) z postacią E.T. - lalka Carla Rambaldiego bawiła i wzruszała miliony widzów zupełnie jak żywa istota. Godzilla - prawdziwa Godzilla - śmieszy, tumani, przestrasza do dziś. Niezależnie od tego, czy broni ludzkość czy ją atakuje, nasza Monster Milady ma szereg oddanych adoratorów. Tymczasem bezpłciowy dinozaur wykreowany przez ekipę Emmericha nie ma żadnej osobowości: jest mechanicznym, wirtualnym tworem z głębin cyberprzestrzeni. A kto chciałby pokochać robota?

Jeszcze jedna sprawa. Godzillę kochają wszyscy, ale tak naprawdę nikt nie traktuje jej serio. Dlatego właśnie publiczność tak świetnie się bawi na filmach z potworami, żywiołowo kibicując ogoniastym bohaterom. Małe Godzille są gorsze od Gremlinów To tak jak z wrestlingiem - wiadomo, że zawodnicy walczą na niby, ale emocje sięgają zenitu. Tymczasem Roland Emmerich podszedł do tematu z grobową powagą, dokumentnie niszcząc charakterystyczny dla produkcji Toho nastrój. Nie był też w stanie zdecydować się, jaki wizerunek Godzilli przedstawić na ekranie: raz jaszczur jest bezmyślnym niszczycielem, kiedy indziej bezbronnym zwierzątkiem szukającym gniazda i pożywienia dla swoich pociech.


Godzilla Forever?

Gdyby nie reżyser-rzemieślnik, dłużyzny scenariusza i Mamy jaszczura na muszce! drętwa gra aktorów (z wyjątkiem Jeana Reno, ma się rozumieć), byłby to naprawdę niezły film. Ktoś może nam zarzucić, że niepotrzebnie się czepiamy, ale naprawdę żal patrzeć, jak zmarnowany został tak wspaniały materiał. Zwłaszcza, że wszystkie efekty specjalne wykonano na piątkę z plusem.


Chociaż, kto wie? Może dzisiejsi nastoletni widzowie, którzy nie znają starych filmów wytwórni Toho, za pół wieku również będą wspominać "Godzillę" Emmericha z rozrzewnieniem? Szczerze mówiąc, nie wydaje nam się, ale...


Krzysztof Lipka-Chudzik

Tytuł oryginału: "Godzilla"; USA 1998; reżyseria: Roland Emmerich; obsada: Matthew Broderick, Jean Reno, Maria Pitillo, Hanka Azaria, Kevin Dunn, Michael Lerner

Według kodeksu Bushido reżyser powinien popełnić harakiri 

film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)film-rt.gif (1108 bytes)

navi-up.GIF (86 bytes)